Jako zagorzały fan polskiej muzyki lat 80-tych i 90-tych (a szczególnie tych drugich – ze względu na sentymentalny okres dzieciństwa) z szczególną uwagą wychwytuję każdą okazję do napotkania jednego z tych „muzycznych ideałów” w radiu. Gdzie konkluzja? Z przykrością stwierdzam, że jest tego niewiele. Bardzo niewiele. Ilekroć zdarzy mi się „zasiedzieć” do późna przy komputerze, to zawsze kiedy towarzyszy mi cichy pomruk radia w tle, zastanawiam się, dlaczego muszę czekać do drugiej w nocy, żeby usłyszeć „Pocałuj noc” jedynie prawdziwego Varius Manx z tamtych czasów, tudzież „Ewki” Perfectu. Dlaczego należy wręcz otwierać szampana, kiedy utwory takie jak te pojawią się w dzień? Oczywiście nie mowa tu o tym, aby poszczególne stacje radiowe nieprzerwanie raczyły nas tymi kąskami, nie należy przesadzać w drugą stronę. Niemniej jednak, jestem pewien, że nie tylko na mojej twarzy, ale także i na twarzach tysiecy innych Polaków pamiętających ten charakterystyczny okres ostatnich lat XX wieku, gości uśmiech, kiedy usłyszą głos pani Lipnickiej. Moim skromnym zdaniem komercjalizacja wkrada się w nasze życie w sposób godny bandyty, wypierając tym samym dawne ideały. Jak to się dzieje, że muzyka jest dla niektórych tylko sposobem na zarobek? Kiedyś po prostu było o czym śpiewać. W kraju nie było super dobrze (zresztą, miałbym wątpliwości czy teraz już jest, jednak o tym kiedy indziej), ale mimo wszystko zapamiętałem lata 90-te jako pozytywne, pełne uśmiechu – właśnie głównie dzięki pięknej muzyce tamtego okresu. Co mamy dziś? „Wokalistę”, który sam nie wie, o czym śpiewa, teksty piosenek układane najprawdopodobniej przez ufo (zważywszy na ich logikę i ogólnie pojętą spójność) oraz nastoletnie gwiazdy, które wybijają się na szczyty list przebojów, wypierając stamtąd prawdziwie kompetentnych ludzi. Pytam więc, co się dzieje? Dlaczego ludzie, którzy niejednokrotnie rozpamiętują z uśmiechem na twarzy swoją młodość, słysząc Emigrantów, teraz zostają pochłonięci przez bezimienne hity jednego roku, po których ślad ginie wraz z nadejściem kolejnej wiosny? Mamy swój rozum, zachowajmy w pamięci dla potomnych „Autobiografię”, żeby nasze dzieci wiedziały, co to znaczy grać dla sztuki, nie pieniędzy i co można nazwać muzyką, a czego już nie należy.
ZiemoCB
